poniedziałek, 30 grudnia 2013
czwartek, 26 grudnia 2013
Zapach nocy
W ciągu dnia, w ciągu różnych zajęć nie ma czasu na niektóre myśli. Nie chce się go mieć. Robi się wszystko, żeby zapchać dzień czym się da aby nie dopuszczać tego co najtrudniejsze. Ale kiedy kończy się dzień, kiedy głowa dotyka już poduszki - spada na mnie to wszystko przed czym w ciągu dnia mniej lub bardziej udaje mi się uciec. Noc jest o wiele trudniejsza niż dzień, pomimo tego że do wykonania mam tylko jedno zadanie - sen.
Sen nie nadchodzi.. Mija jedna godzina, druga.. kolejna. To nie pierwsza taka noc i na pewno nie ostatnia. Czasem po prostu robi się jasno, noc mija, a ja nie wykonuje zadania.
Zamiast snu nadchodzi stado myśli. Zamiast snu nadchodzi żal. Zamiast snu są wspomnienia. Nie zawsze te, które chciałoby się przywołać w bezsenną noc. Nie wszystkie wygładzają kanty mijającego czasu.
Niektóre, pozornie proste rzeczy, są tymi najtrudniejszymi w głębi. Kiedy trzeba wydobyć z siebie coś, co z największą dbałością starało się ukryć jak najlepiej i jak najgłębiej. Kiedy ktoś obcy patrzy na ciebie i mówi coś, co tak bardzo trafia w sedno. I budzi to dwa skrajne uczucia, bo przecież w końcu ktoś widzi coś więcej, ale z drugiej strony dlaczego kto inny nie mógł tego widzieć?
Paradoksalnie przecież łatwiej powiedzieć wiele rzeczy osobie, która jest dla nas obca. Pewnie dlatego, że jej ocena jest dla nas zupełnie beznamiętna. Jej ocena jest na tyle bezwartościowa, że cokolwiek nie powiemy i tak będzie dobrze. To co o nas pomyśli w żaden sposób nas nie skrzywdzi, nie zrani. Najbardziej krzywdzą ci, na których nam zależy, kiedy obchodzi nas ich ocena naszego świata. Kiedy boję się, że coś zepsuje.. tym kim jestem tak naprawdę. Bo właściwie kim jestem dla kogo?
Dając komuś klucz do własnej duszy należało się zastanowić pięć razy bardziej czy to nie za proste rozwiązanie, a jednocześnie nie za trudne bo jednak potrafiło przerosnąć.
Tak bardzo chcieć a tak bardzo spieprzyć.
Sen nie nadchodzi.. Mija jedna godzina, druga.. kolejna. To nie pierwsza taka noc i na pewno nie ostatnia. Czasem po prostu robi się jasno, noc mija, a ja nie wykonuje zadania.
Zamiast snu nadchodzi stado myśli. Zamiast snu nadchodzi żal. Zamiast snu są wspomnienia. Nie zawsze te, które chciałoby się przywołać w bezsenną noc. Nie wszystkie wygładzają kanty mijającego czasu.
Niektóre, pozornie proste rzeczy, są tymi najtrudniejszymi w głębi. Kiedy trzeba wydobyć z siebie coś, co z największą dbałością starało się ukryć jak najlepiej i jak najgłębiej. Kiedy ktoś obcy patrzy na ciebie i mówi coś, co tak bardzo trafia w sedno. I budzi to dwa skrajne uczucia, bo przecież w końcu ktoś widzi coś więcej, ale z drugiej strony dlaczego kto inny nie mógł tego widzieć?
Paradoksalnie przecież łatwiej powiedzieć wiele rzeczy osobie, która jest dla nas obca. Pewnie dlatego, że jej ocena jest dla nas zupełnie beznamiętna. Jej ocena jest na tyle bezwartościowa, że cokolwiek nie powiemy i tak będzie dobrze. To co o nas pomyśli w żaden sposób nas nie skrzywdzi, nie zrani. Najbardziej krzywdzą ci, na których nam zależy, kiedy obchodzi nas ich ocena naszego świata. Kiedy boję się, że coś zepsuje.. tym kim jestem tak naprawdę. Bo właściwie kim jestem dla kogo?
Dając komuś klucz do własnej duszy należało się zastanowić pięć razy bardziej czy to nie za proste rozwiązanie, a jednocześnie nie za trudne bo jednak potrafiło przerosnąć.
Tak bardzo chcieć a tak bardzo spieprzyć.
niedziela, 22 grudnia 2013
sobota, 21 grudnia 2013
czwartek, 19 grudnia 2013
Któregoś dnia pomyślałam sobie, że to jest dobra droga. Że w końcu można przestać obchodzić to wszystko szerokim łukiem, że czas to zmienić i zacząć dialog z samą sobą. Paradoks polega na tym, że w momencie kiedy przestajemy się czegoś bać, albo kiedy zaczynamy budować własną stabilność, okazuje się jak bardzo to wszystko jest ulotne i jak wiele może się zmienić w jeden dzień, w jedną minutę. Pierwszy raz po prostu wstajemy, drugi wstajemy, no bo jak to tak? Po trzecim trochę boli, i z każdym kolejnym bólu dochodzi. Nie wiem jak mogłam się tak pomylić.
Każdy ma coś, przed czym w życiu ucieka, ale co zrobić kiedy chce się uciec przed życiem? Nie czuje tego co powinnam zrobić, tak jak jeszcze niedawno byłam pewna w stu procentach. Właściwie to nic już nie czuje oprócz tego, że mam dość. Doszłam do jakiejś ściany i odbiłam się od niej boleśnie. Nie chce tak więcej.
sobota, 30 listopada 2013
czwartek, 21 listopada 2013
niedziela, 17 listopada 2013
sobota, 9 listopada 2013
piątek, 8 listopada 2013
"Osoby z numerologiczną wibracją cyfry cztery, to osoby poważne,
powściągliwe, przywiązane do rutyny, dbające o porządek, doceniające
wartość pracy. Czwórki mają łagodne usposobienie, są raczej zamknięte w
sobie, ostrożne, solidne i godne zaufania. Są pracowite, skrupulatne i
systematyczne. Mają duże pragnienie spełnienia w pracy. W uczuciach
ważna jest dla nich stabilność, trwałość, bardzo cenią wierność, są
oddane. Czwórki mogą mieć problemy z wyrażaniem uczuć, ludzie często
odbierają je jako osoby niedostępne, wręcz chłodne. Raczej trudno im
mówić o swoich potrzebach, często są zdominowane przez partnera, a to za
sprawą ich bardzo łagodnego charakteru i uległości. Nie lubią
konfliktów, więc wiele spraw wolą przemilczeć, zamiast otwarcie wyrażać
swoje niezadowolenie.
Czwórki są dobrze zorganizowane, zdyscyplinowane, wytrwałe w dążeniach, w pracy potrafią zachować zimne nerwy, są opanowane. Posiadają zmysł praktyczny, są sumienne, odporne na stres. Muszą szczególnie uważać, by nie popaść w pracoholizm.
Zalety czwórek to również efektywność, przedsiębiorczość, profesjonalizm w swoich dziedzinach. Z powierzanych im zadań wywiązują się sumiennie, nie znoszą odwlekania czegoś na później. Ponadto są one punktualne, trzymają się ustalonych terminów, nie znoszą, gdy ktoś nie pojawia się na czas. Potrafią być bardzo surowe. Bardzo ważna jest dla nich stabilizacja, bezpieczeństwo, równowaga w każdej dziedzinie. Ich słabą stroną jest trzymanie się na uboczu, często brak fantazji, spontaniczności, trzymanie się ustalonych reguł. Każde odstępstwo od ich zasad, wywołuje poczucie winy i frustrację. Są bardzo wymagające wobec siebie i otoczenia. Ponadto czwórki uważane są za osoby uczciwe, uparte, konsekwentne w działaniu, umiejące dostrzegać szczegóły. Nie lubią zmian, są konserwatywne przyjaciół dobierają ostrożnie, są nieufne. Czwórki są wierne, zdolne do poświęceń i ciężkiej pracy, mającej na celu dobro najbliższych. Bardzo źle znoszą odrzucenie i mają skłonność do zbytniego rozpamiętywania przeszłości, analizowania, tego co było, często za niepowodzenia obwiniają siebie. Często popadają w melancholijne nastroje i pesymizm."
Dobre.
Czwórki są dobrze zorganizowane, zdyscyplinowane, wytrwałe w dążeniach, w pracy potrafią zachować zimne nerwy, są opanowane. Posiadają zmysł praktyczny, są sumienne, odporne na stres. Muszą szczególnie uważać, by nie popaść w pracoholizm.
Zalety czwórek to również efektywność, przedsiębiorczość, profesjonalizm w swoich dziedzinach. Z powierzanych im zadań wywiązują się sumiennie, nie znoszą odwlekania czegoś na później. Ponadto są one punktualne, trzymają się ustalonych terminów, nie znoszą, gdy ktoś nie pojawia się na czas. Potrafią być bardzo surowe. Bardzo ważna jest dla nich stabilizacja, bezpieczeństwo, równowaga w każdej dziedzinie. Ich słabą stroną jest trzymanie się na uboczu, często brak fantazji, spontaniczności, trzymanie się ustalonych reguł. Każde odstępstwo od ich zasad, wywołuje poczucie winy i frustrację. Są bardzo wymagające wobec siebie i otoczenia. Ponadto czwórki uważane są za osoby uczciwe, uparte, konsekwentne w działaniu, umiejące dostrzegać szczegóły. Nie lubią zmian, są konserwatywne przyjaciół dobierają ostrożnie, są nieufne. Czwórki są wierne, zdolne do poświęceń i ciężkiej pracy, mającej na celu dobro najbliższych. Bardzo źle znoszą odrzucenie i mają skłonność do zbytniego rozpamiętywania przeszłości, analizowania, tego co było, często za niepowodzenia obwiniają siebie. Często popadają w melancholijne nastroje i pesymizm."
Dobre.
niedziela, 3 listopada 2013
sobota, 2 listopada 2013
wtorek, 29 października 2013
poniedziałek, 28 października 2013
"Gdybym miał niebios wyszywaną szatę
Z nici złotego i srebrnego światła,
Ciemną i bladą, i błękitną szatę
Ze światła, mroku, półmroku, półświatła,
Rozpostarłbym ci tę szatę pod stopy,
Lecz biedny jestem: me skarby - w marzeniach,
Więc ci rzuciłem marzenia pod stopy;
Stąpaj ostrożnie, stąpasz po marzeniach."
nad przepaścią. idealna.
Z nici złotego i srebrnego światła,
Ciemną i bladą, i błękitną szatę
Ze światła, mroku, półmroku, półświatła,
Rozpostarłbym ci tę szatę pod stopy,
Lecz biedny jestem: me skarby - w marzeniach,
Więc ci rzuciłem marzenia pod stopy;
Stąpaj ostrożnie, stąpasz po marzeniach."
nad przepaścią. idealna.
piątek, 25 października 2013
ta bezgraniczna naiwność zabija powoli i boleśnie. znowu trzeba się zbierać..
"Człowiek naraża się na łzy, kiedy raz pozwoli się oswoić."
Długo zastanawiałam się jak się tego wszystkiego pozbyć, jak to ogarnąć i jak nauczyć się sobie z tym radzić, na tyle na ile sama byłabym z tego zadowolona. Dużo, bardzo dużo kosztowało mnie to przez te wszystkie lata, tym bardziej, że z roku na rok zamiast ubywać - przybywało. I coraz bardziej przytłaczało. Wielu ludzi i wiele sytuacji złożyło się na to, co w koło siebie zbudowałam, jak nauczyłam sobie z tym radzić, aby być w stanie się podnieść. Problem polega na tym, ze nie umiałam oddzielić od siebie tego wszystkiego co się stało, wszystko się skumulowało i stało się nie do pokonania przez tak długi czas. Ułożył się z tego dość pokaźny murek, który musiał nieźle urosnąć, że nagle okazało się że zaczyna się chwiać. Trudno było przyznać się przed samą sobą, w zasadzie to to było najtrudniejsze.. zobaczyć jak bardzo się zmieniłam, w kogoś kto za wszelką cenę nie chce dać się skrzywdzić, przez co odcina wszystkich, nawet tych którzy niosą coś dobrego. To co uważałam za proste, okazało się najtrudniejsze. To czego najmniej się spodziewałam, najmocniej mnie uderzyło. Najbardziej boli to, że okazało się że już nie ma po co. To zabija te cząstki mnie, które jeszcze chciały się wybić. Uwierzyć w kogoś lub w coś tylko po to żeby musieć przestać to coś strasznego. Po raz kolejny dowiedzieć się że zostało się samemu to obrzydliwie niesprawiedliwe.
i ona.. specyficzna cecha wspomnień, do których mimo wszystko się wraca.
"Człowiek naraża się na łzy, kiedy raz pozwoli się oswoić."
Długo zastanawiałam się jak się tego wszystkiego pozbyć, jak to ogarnąć i jak nauczyć się sobie z tym radzić, na tyle na ile sama byłabym z tego zadowolona. Dużo, bardzo dużo kosztowało mnie to przez te wszystkie lata, tym bardziej, że z roku na rok zamiast ubywać - przybywało. I coraz bardziej przytłaczało. Wielu ludzi i wiele sytuacji złożyło się na to, co w koło siebie zbudowałam, jak nauczyłam sobie z tym radzić, aby być w stanie się podnieść. Problem polega na tym, ze nie umiałam oddzielić od siebie tego wszystkiego co się stało, wszystko się skumulowało i stało się nie do pokonania przez tak długi czas. Ułożył się z tego dość pokaźny murek, który musiał nieźle urosnąć, że nagle okazało się że zaczyna się chwiać. Trudno było przyznać się przed samą sobą, w zasadzie to to było najtrudniejsze.. zobaczyć jak bardzo się zmieniłam, w kogoś kto za wszelką cenę nie chce dać się skrzywdzić, przez co odcina wszystkich, nawet tych którzy niosą coś dobrego. To co uważałam za proste, okazało się najtrudniejsze. To czego najmniej się spodziewałam, najmocniej mnie uderzyło. Najbardziej boli to, że okazało się że już nie ma po co. To zabija te cząstki mnie, które jeszcze chciały się wybić. Uwierzyć w kogoś lub w coś tylko po to żeby musieć przestać to coś strasznego. Po raz kolejny dowiedzieć się że zostało się samemu to obrzydliwie niesprawiedliwe.
i ona.. specyficzna cecha wspomnień, do których mimo wszystko się wraca.
czwartek, 24 października 2013
wtorek, 22 października 2013
Nie umiem zapanować nad sobą, od jakiegoś czasu bardziej niż zwykle. Nie
byłam gotowa na to wszystko, w najmniejszym nawet stopniu. Uwierzyłam w coś co
okazało się snem, a sen ten stał się rzeczywistością. Wiele razy to
przerabiałam, ale potem budziłam się dziękowałam bogu za to że nie stało się to
naprawdę. A teraz.. nie mogę się obudzić z tego koszmaru. Inni spodziewają się
po mnie czegoś, czego nawet nie widziałam, co nie wiem jak wygląda. Nie wiem i
nie miałam szansy wiedzieć, bo jak można rozumieć coś czego nigdy się nie
miało. Jak można rozdzielać role skoro całe życie patrzyło się na obie role w
jednej osobie. Po prostu była i jednym i drugim tak jak umiała. Tak jak musiała
umieć i tak jak musiała wiedzieć. To w czym się wychowałam nigdy nie było na
tyle normalne abym mogła coś z tego wyciągnąć. Z socjologicznego punktu
widzenia tym bardziej. Z resztą nie tylko, bo mój punkt widzenia jest podobny,
zawsze czułam że mam z tym problem, że nie mam odniesienia, porównania, że nie
mam skąd czerpać wzorców.. jakichkolwiek. Ale wszyscy mnie zbywali i nikt nie
chciał tego słuchać, przekładał nad to swoje problemy, więc przestałam mówić. I
zawsze był przy mnie ten strach, że i ona mnie zostawi, że zostanę już całkiem
sama, bo tylko ona zawsze była i tylko ją tak naprawdę miałam.. i boję się tego
wszystkiego każdego dnia. każdego dnia zastanawiam się kto mnie dziś zostawi
albo zawiedzie.
Kiedy nie ma się czegoś w jednym miejscu.. szuka się tego w innych.. w
innych które wydają się dobre, wśród innych, którym się ufa(ło). I nagle przez
przypadek okazuje się, że tam też nie ma czego szukać. Że zaufanie które
wydawało się pewne, które było od zawsze.. runęło. Bolało to o tyle bardziej,
że wierzyłam, że ktoś kto zna mnie całe moje życie, i ja go znam całe moje
życie - nie zrobi mi krzywdy. A jednak zrobił, świadomie czy nie, chcący
czy nie.. zrobił. I to nie on jeden. Potem runął mój autorytet, który gdzieś
tam sobie znalazłam. A potem znowu wszystko miało być cudownie. Jak mam ufać
ludziom, skoro tylu z nich mnie tak sponiewierało, okłamywało i bawiło się, raz
odtrącało, raz wracało jakby nigdy nic. Traktowało jak zabawkę, którą można się
pobawić, a potem odstawić na półkę i niech czeka do następnego razu.. Pamiętam
jakby to było wczoraj, te wszystkie obietnice i zapewnienia. Tyle że z tego
wszystkiego zostało już tylko samo puste słowo "obietnica", które
jest dla mnie nic nie warte. Kolejny raz dowiaduję się, że kiedy naprawdę jest
źle, kiedy naprawdę potrzebuję pomocy to muszę radzić sobie sama, albo nie
radzić sobie wcale, ale i tak sama. Chociaż nie chce. Nawet już nie
potrafię.
Chciałabym wiedzieć, być pewna, że mogę komuś ufać tak na maksa, tak na
śmierć i życie. Nie jestem, i wiem, że to moja wina.. bo za dużo razy sprawdzam
to, co być może tyle testów nie wymaga. To paradoks, bo tyle sprawdzam żeby
więcej nie dać się oszukać, a takie sprawdzanie powoduje że ma to odwrotny
skutek, i znowu trzeba się zbierać. Chciałabym już nie musieć tego robić.
niedziela, 20 października 2013
piątek, 18 października 2013
Nie spodziewałabym się w wielu rzeczy. Chyba jak wszyscy. Licząc na coś wierzę w to na maksa. Ale nie każdy ma tą świadomość. Dziś dowiedziałam się tylu rzeczy, że nie wiem jak je uporządkować, chociaż gdzieś w głębi duszy od dawna o nich wiedziałam. Jednak dopiero wypowiedziane na głos przyczepiły się do mnie tak, że nie jestem w stanie o tym zapomnieć. Mimo tego, że powiedziała to obca osoba. To tak jakby ktoś czytał ze mnie wszystko to co najbardziej boli i wyciągał to na wierzch. Niespodziewanie i wszystko naraz. Wiele rzeczy zdarzyło się niepunktualnie. A ja będąc tu i teraz mam być punktualna.
Czuję, że nie daję już rady, chociaż to dopiero początek.
Można zbudować coś na ten sam sposób jak coś czego się nigdy nie widziało?
Czuję, że nie daję już rady, chociaż to dopiero początek.
Można zbudować coś na ten sam sposób jak coś czego się nigdy nie widziało?
wtorek, 15 października 2013
piątek, 27 września 2013
poniedziałek, 23 września 2013
Co można nazwać wołaniem o pomoc? Zwracanie na siebie uwagi, czy uciekanie przed uwagą innych?
To bezgłośnie błaganie o czyjeś zainteresowanie, chociaż często skryte jest pod milionem warstw ironii, żartów, wymuszonych uśmiechów i wyuczonych gestów. Chociaż czasem ciężko się do tego przyznać.. a jednak wystarczy tak niewiele. Drobny pozornie gest, tylko chwila zainteresowania a potrafi wpuścić światło w szczelnie zamknięte pudełko.
Kto lub co warunkuje nasze przyszłe relacje ze światem? Albo co nie powinno się stać żeby nie burzyć tych relacji?
To jest takie beznadziejne poczucie bezradności. Bezsilności. Cała ta moja naiwność za każdym razem zostaje wyśmiana i zdeptana, i chociaż chcę zostawić w sobie coś beztroskiego, to nie mogę. Słucham tego wszystkiego, czego nie mam siły słuchać, czuje to wszystko czego czuć nie chcę i pamiętam wszystko o czym najbardziej chce zapomnieć. To się nie zmieni. Czuje, że dłużej już tak się nie da, że to autodestrukcja. A ciągnie jak ćmę do ognia. Chociaż wiem, że to klęska, również moja własna, bo przecież znowu się nie udało. Nie potrafię być zabawką, nie potrafię dłużej się dostosowywać do wszystkich, to nie jest mój obowiązek. Mam dość dostosowywania się do wszystkiego i akceptowania tego takim jakie jest. Musiałam dostosować się do tylu rzeczy, że więcej już tego nie zniosę. Dostosować się do życia, do śmierci, do czasu, do tego że kiedyś on się skończy, do słów, do sytuacji którą spowodował ktoś, do rzeczy którą zrobił ktoś, do całej reszty, której ktoś nie potrafi i do tego wszystkiego co nie zależało ode mnie a wszyscy mnie za to winią. To jest tak przytłaczające, że fizycznie boli. Mój murek stał się moim więzieniem. Miliony myśli. Chociaż z drugiej strony na nic nie można wyznaczyć odpowiedniego momentu, każdy z jakichś względów jest zawsze nieodpowiedni. Więc trzeba się dostosować. Tyle że chciałabym się dostosowywać do siebie a nie do innych. Chociaż paradoksalnie to właśnie tych innych do tego potrzebuję.
To bezgłośnie błaganie o czyjeś zainteresowanie, chociaż często skryte jest pod milionem warstw ironii, żartów, wymuszonych uśmiechów i wyuczonych gestów. Chociaż czasem ciężko się do tego przyznać.. a jednak wystarczy tak niewiele. Drobny pozornie gest, tylko chwila zainteresowania a potrafi wpuścić światło w szczelnie zamknięte pudełko.
Kto lub co warunkuje nasze przyszłe relacje ze światem? Albo co nie powinno się stać żeby nie burzyć tych relacji?
To jest takie beznadziejne poczucie bezradności. Bezsilności. Cała ta moja naiwność za każdym razem zostaje wyśmiana i zdeptana, i chociaż chcę zostawić w sobie coś beztroskiego, to nie mogę. Słucham tego wszystkiego, czego nie mam siły słuchać, czuje to wszystko czego czuć nie chcę i pamiętam wszystko o czym najbardziej chce zapomnieć. To się nie zmieni. Czuje, że dłużej już tak się nie da, że to autodestrukcja. A ciągnie jak ćmę do ognia. Chociaż wiem, że to klęska, również moja własna, bo przecież znowu się nie udało. Nie potrafię być zabawką, nie potrafię dłużej się dostosowywać do wszystkich, to nie jest mój obowiązek. Mam dość dostosowywania się do wszystkiego i akceptowania tego takim jakie jest. Musiałam dostosować się do tylu rzeczy, że więcej już tego nie zniosę. Dostosować się do życia, do śmierci, do czasu, do tego że kiedyś on się skończy, do słów, do sytuacji którą spowodował ktoś, do rzeczy którą zrobił ktoś, do całej reszty, której ktoś nie potrafi i do tego wszystkiego co nie zależało ode mnie a wszyscy mnie za to winią. To jest tak przytłaczające, że fizycznie boli. Mój murek stał się moim więzieniem. Miliony myśli. Chociaż z drugiej strony na nic nie można wyznaczyć odpowiedniego momentu, każdy z jakichś względów jest zawsze nieodpowiedni. Więc trzeba się dostosować. Tyle że chciałabym się dostosowywać do siebie a nie do innych. Chociaż paradoksalnie to właśnie tych innych do tego potrzebuję.
poniedziałek, 16 września 2013
Gdzieś słyszałam, że niewidomym nie robi różnicy czy na zewnątrz jest mgła czy nie, bo przecież i tak nie widzą. A przynajmniej wydaje się to na tyle logiczne, że mogłoby być prawdą. Ale podobno to właśnie oni powinni najbardziej uważać podczas mgły. Oni nie widzą tak czy inaczej, ale nie zawsze jest tak, że ich też nie widać.
Żyje się z jakimś przekonaniem. Z takim jakie ktoś nam wcisnął do głowy, z takim jakie sami sobie wyrabiamy albo z takim w jakie chce się wierzyć, nie koniecznie w takiej właśnie kolejności. Ile rzeczy musi się zmienić, ile razy trzeba walnąć głową w mur, ile razy zastanawiać się nad sensem czy bezsensem, żeby dojść do tego że owe przekonanie było chujowe? I nawet to nie wystarczy, bo trzeba jeszcze znaleźć w sobie tyle siły, żeby je zmienić. Dojrzeć do tego żeby zobaczyć, że nie wszystko w co się wierzy i uważa za pewne ma szansę spełnienia i przetrwania.
Zamek z mokrego piasku w upalny dzień szybko się zawali.
Żyje się z jakimś przekonaniem. Z takim jakie ktoś nam wcisnął do głowy, z takim jakie sami sobie wyrabiamy albo z takim w jakie chce się wierzyć, nie koniecznie w takiej właśnie kolejności. Ile rzeczy musi się zmienić, ile razy trzeba walnąć głową w mur, ile razy zastanawiać się nad sensem czy bezsensem, żeby dojść do tego że owe przekonanie było chujowe? I nawet to nie wystarczy, bo trzeba jeszcze znaleźć w sobie tyle siły, żeby je zmienić. Dojrzeć do tego żeby zobaczyć, że nie wszystko w co się wierzy i uważa za pewne ma szansę spełnienia i przetrwania.
Zamek z mokrego piasku w upalny dzień szybko się zawali.
sobota, 14 września 2013
piątek, 13 września 2013
niedziela, 23 czerwca 2013
długa droga do domu
Prawie codziennie o tym myślę. A właściwie co noc, bo jakoś nocą zawsze jest gorzej z odpychaniem natrętnych myśli. Tym bardziej kiedy cała noc mija bez minuty snu. To wszystko jest przytłaczające i beznadziejne. Co trzeba zrobić albo kim być żeby było inaczej? Bo "dlaczego" jeszcze nigdy nie przyniosło mi satysfakcjonującej odpowiedzi, chociaż zastanawiam się już ładnych parę lat. Czasem spotykają nas rzeczy na które nie mamy wpływu, ale skutki tych rzeczy już zawsze będą wpływały na nas. I jest bardzo niewiele możliwości, żeby to zmienić.. albo chociaż osłabić.
Chociaż wiem czego chce, nie mogę tego mieć. I nie mogę przyzwyczaić się do tej myśli, nie potrafię jej zaakceptować. To tak samo jak wierzyć w coś, co nigdy się nie wydarzy i chociaż podświadomie się o tym wie to i tak się wierzy uparcie i bez sensu. Bo przecież to nie może tak być, bo to nie mogło mnie spotkać! A jednak to się dzieje, a ja w centrum tego wszystkiego mam wrażenie że śnię. Że zaraz się obudzę i wszystko będzie dobrze, będzie po staremu.
To zabawne, że jak źle by nie było, to czasem wydarza się coś jeszcze gorszego, co sprawia, że chce się spowrotem do tego, co całkiem niedawno wydawało się końcem świata. Okazuje się że koniec świata ma bardzo wiele pięter, warstw i korytarzy.
Gdzie jest moja racjonalność? Analiza i interpretacja przekazu jest prosta. Czy naprawdę interpretacji jest tyle co ludzi? Poglądy też zaliczają się do interpretacji?
Chociaż wiem czego chce, nie mogę tego mieć. I nie mogę przyzwyczaić się do tej myśli, nie potrafię jej zaakceptować. To tak samo jak wierzyć w coś, co nigdy się nie wydarzy i chociaż podświadomie się o tym wie to i tak się wierzy uparcie i bez sensu. Bo przecież to nie może tak być, bo to nie mogło mnie spotkać! A jednak to się dzieje, a ja w centrum tego wszystkiego mam wrażenie że śnię. Że zaraz się obudzę i wszystko będzie dobrze, będzie po staremu.
To zabawne, że jak źle by nie było, to czasem wydarza się coś jeszcze gorszego, co sprawia, że chce się spowrotem do tego, co całkiem niedawno wydawało się końcem świata. Okazuje się że koniec świata ma bardzo wiele pięter, warstw i korytarzy.
Gdzie jest moja racjonalność? Analiza i interpretacja przekazu jest prosta. Czy naprawdę interpretacji jest tyle co ludzi? Poglądy też zaliczają się do interpretacji?
sobota, 20 kwietnia 2013
piątek, 5 kwietnia 2013
Czas ma wiele zastosowań, wiele zalet i wiele wad. Dobre i złe strony jak wszystko. Reguluje całe życie współczesnego człowieka. Czas nas pogania, przytłacza. Czasem przyśpiesza a czasem staje w miejscu, chociaż tylko dla nas. Potrafi wygładzać wspomnienia, łagodzić ból. Ale nieznośne jest poczucie straty czasu, kiedy ucieka między palcami, kiedy bezpowrotnie tracimy wydawałoby się niepotrzebne sekundy, minuty, godziny, lata. Te które minęły już nie wrócą. Wiele rzeczy można w jakiś sposób nadrobić, ale nie można nadrobić straconych dni. A one mimo moich protestów płyną własnym rytmem i nawet nie zwracają na mnie uwagi.
wtorek, 26 marca 2013
Dobrowolnie wpakować się w chorą sytuację to moja specjalność. Teraz zastanawiam się po co mi to było, i właściwie co z tym zrobić. Kiedy nie wie się o pewnych rzeczach łatwiej się żyje i lepiej śpi. Ja teraz spać nie mogę. Następna zdrada, mniejsza czy większa.. Teraz już nawet ta całkiem mała, może przypadkowa, działa na mnie jak największa i najgorsza. Chociaż, właściwie w jaką skalę to ująć, jak to poukładać i skąd wiedzieć która jest która? Którą trzeba wybaczyć, którą pominąć a którą nie?
Może umiem pominąć, ale czy umiem zapomnieć o niej na więcej niż kilka skradzionych chwil? Mam dość skradzionych chwil, okradam wtedy sama siebie.
Może umiem pominąć, ale czy umiem zapomnieć o niej na więcej niż kilka skradzionych chwil? Mam dość skradzionych chwil, okradam wtedy sama siebie.
piątek, 8 marca 2013
wtorek, 26 lutego 2013
Podjęcie jakiejś decyzji to trudny proces. Składa się na to wiele czynników, często wcale nie związanych w bezpośredni sposób z osobą zainteresowaną. Wszystko zależy od spojrzenia, przyzwyczajeń, kontekstu i oczekiwań innych. Innych, którzy czasem (często) mają bardzo odmienne zdanie, często bardzo prywatne, egoistyczne i niestety równie często decydujące. Bo jak ktoś kto wychował się w innym świecie i ma aktualnie inny świat wokół siebie może aż tak wpływać na kogoś innego. Niektóre rzeczy zmieniają się wraz z upływem czasu, inne wręcz przeciwnie, kumulują się w negatywnym sensie. Niektórych nie da się zmienić. Straconego czasu nie da się odzyskać, złych decyzji nie da się cofnąć. Sztuką jest to, żeby w miarę możliwości unikać raz popełnionych, niekoniecznie przez nas błędów, albo unikać decyzji które mogą do takiego błędu prowadzić. Ale w praktyce nie jest to takie jasne jak w teorii, tak samo jak wszystko inne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




