Nie wiem, który to już raz. Nawet nie próbuję sobie przypomnieć, bo pewnie w tym przypadku nie będzie "do 3 razy sztuka". Ile razy można nadrabiać stracony czas? Ile razy można dawać kolejną szansę? I dlaczego nie potrafię odmówić.
Tęsknie, martwię się i kocham palanta. Tylko nie potrafię go rozgryźć. Raz jest wręcz idealnie, bajkowo, innym razem mam wrażenie że kompletnie go nie znam, że to obca dla mnie osoba, nie widzę w nim nic znajomego. Najpierw zbliża się do mnie, oswaja, pozwala poczuć się dobrze, a potem odpycha i odchodzi. Zostawia. Jestem pewna że znowu mnie zostawi, ale nie potrafię pierwsza się odwrócić. Za wszelką cenę szukam z nim kontaktu, by przez jakiś czas się cieszyć drobnymi rzeczami, ochłapami, z których on nawet nie zdaje sobie sprawy. Nawet nie wie ile mnie to kosztuje, ale radości potrafi mi sprawić jedną poziomką a ile bólu jednym słowem. Czy już zawsze będę chodzić koło niego na paluszkach?
Jak on to robi, że potrafi mną tak szarpać?
czwartek, 29 grudnia 2011
poniedziałek, 26 grudnia 2011
niedziela, 25 grudnia 2011
piątek, 16 grudnia 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)