piątek, 27 września 2013

skończyło się miejsce.




poniedziałek, 23 września 2013

Co można nazwać wołaniem o pomoc? Zwracanie na siebie uwagi, czy uciekanie przed uwagą innych?
To bezgłośnie błaganie o czyjeś zainteresowanie, chociaż często skryte jest pod milionem warstw ironii, żartów, wymuszonych uśmiechów i wyuczonych gestów. Chociaż czasem ciężko się do tego przyznać.. a jednak wystarczy tak niewiele. Drobny pozornie gest, tylko chwila zainteresowania a potrafi wpuścić światło w szczelnie zamknięte pudełko.
Kto lub co warunkuje nasze przyszłe relacje ze światem? Albo co nie powinno się stać żeby nie burzyć tych relacji? 

To jest takie beznadziejne poczucie bezradności. Bezsilności. Cała ta moja naiwność za każdym razem zostaje wyśmiana i zdeptana, i chociaż chcę zostawić w sobie coś beztroskiego, to nie mogę. Słucham tego wszystkiego, czego nie mam siły słuchać, czuje to wszystko czego czuć nie chcę i pamiętam wszystko o czym najbardziej chce zapomnieć. To się nie zmieni. Czuje, że dłużej już tak się nie da, że to autodestrukcja. A ciągnie jak ćmę do ognia. Chociaż wiem, że to klęska, również moja własna, bo przecież znowu się nie udało. Nie potrafię być zabawką, nie potrafię dłużej się dostosowywać do wszystkich, to nie jest mój obowiązek. Mam dość dostosowywania się do wszystkiego i akceptowania tego takim jakie jest. Musiałam dostosować się do tylu rzeczy, że więcej już tego nie zniosę. Dostosować się do życia, do śmierci, do czasu, do tego że kiedyś on się skończy, do słów, do sytuacji którą spowodował ktoś, do rzeczy którą zrobił ktoś, do całej reszty, której ktoś nie potrafi i do tego wszystkiego co nie zależało ode mnie a wszyscy mnie za to winią. To jest tak przytłaczające, że fizycznie boli. Mój murek stał się moim więzieniem. Miliony myśli. Chociaż z drugiej strony na nic nie można wyznaczyć odpowiedniego momentu, każdy z jakichś względów jest zawsze nieodpowiedni. Więc trzeba się dostosować. Tyle że chciałabym się dostosowywać do siebie a nie do innych. Chociaż paradoksalnie to właśnie tych innych do tego potrzebuję.

poniedziałek, 16 września 2013

Gdzieś słyszałam, że niewidomym nie robi różnicy czy na zewnątrz jest mgła czy nie, bo przecież i tak nie widzą. A przynajmniej wydaje się to na tyle logiczne, że mogłoby być prawdą. Ale podobno to właśnie oni powinni najbardziej uważać podczas mgły. Oni nie widzą tak czy inaczej, ale nie zawsze jest tak, że ich też nie widać.



Żyje się z jakimś przekonaniem. Z takim jakie ktoś nam wcisnął do głowy, z takim jakie sami sobie wyrabiamy albo z takim w jakie chce się wierzyć, nie koniecznie w takiej właśnie kolejności. Ile rzeczy musi się zmienić, ile razy trzeba walnąć głową w mur, ile razy zastanawiać się nad sensem czy bezsensem, żeby dojść do tego że owe przekonanie było chujowe? I nawet to nie wystarczy, bo trzeba jeszcze znaleźć w sobie tyle siły, żeby je zmienić. Dojrzeć do tego żeby zobaczyć, że nie wszystko w co się wierzy i uważa za pewne ma szansę spełnienia i przetrwania.

Zamek z mokrego piasku w upalny dzień szybko się zawali.

sobota, 14 września 2013

mój wąż boa wygląda jak kapelusz?
może czas wybrać inny zawód?

piątek, 13 września 2013

"Nieszczęśliwy wypadek - niezaplanowane lub nieoczekiwane
wydarzenie, którego skutkiem jest choroba zawodowa, śmierć, strata
materialna lub szkoda. Również jakikolwiek wybuch, niezależnie od
jego rezultatów."