W ciągu dnia, w ciągu różnych zajęć nie ma czasu na niektóre myśli. Nie chce się go mieć. Robi się wszystko, żeby zapchać dzień czym się da aby nie dopuszczać tego co najtrudniejsze. Ale kiedy kończy się dzień, kiedy głowa dotyka już poduszki - spada na mnie to wszystko przed czym w ciągu dnia mniej lub bardziej udaje mi się uciec. Noc jest o wiele trudniejsza niż dzień, pomimo tego że do wykonania mam tylko jedno zadanie - sen.
Sen nie nadchodzi.. Mija jedna godzina, druga.. kolejna. To nie pierwsza taka noc i na pewno nie ostatnia. Czasem po prostu robi się jasno, noc mija, a ja nie wykonuje zadania.
Zamiast snu nadchodzi stado myśli. Zamiast snu nadchodzi żal. Zamiast snu są wspomnienia. Nie zawsze te, które chciałoby się przywołać w bezsenną noc. Nie wszystkie wygładzają kanty mijającego czasu.
Niektóre, pozornie proste rzeczy, są tymi najtrudniejszymi w głębi. Kiedy trzeba wydobyć z siebie coś, co z największą dbałością starało się ukryć jak najlepiej i jak najgłębiej. Kiedy ktoś obcy patrzy na ciebie i mówi coś, co tak bardzo trafia w sedno. I budzi to dwa skrajne uczucia, bo przecież w końcu ktoś widzi coś więcej, ale z drugiej strony dlaczego kto inny nie mógł tego widzieć?
Paradoksalnie przecież łatwiej powiedzieć wiele rzeczy osobie, która jest dla nas obca. Pewnie dlatego, że jej ocena jest dla nas zupełnie beznamiętna. Jej ocena jest na tyle bezwartościowa, że cokolwiek nie powiemy i tak będzie dobrze. To co o nas pomyśli w żaden sposób nas nie skrzywdzi, nie zrani. Najbardziej krzywdzą ci, na których nam zależy, kiedy obchodzi nas ich ocena naszego świata. Kiedy boję się, że coś zepsuje.. tym kim jestem tak naprawdę. Bo właściwie kim jestem dla kogo?
Dając komuś klucz do własnej duszy należało się zastanowić pięć razy bardziej czy to nie za proste rozwiązanie, a jednocześnie nie za trudne bo jednak potrafiło przerosnąć.
Tak bardzo chcieć a tak bardzo spieprzyć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz