Nie mogę wyjść z szoku. Mam co chciałam! Tak narzekałam, marudziłam, wyzywałam.. i mam co chciałam! Udowodnił mi że nie jest do końca tak jak myślę, udowodnił, że nie mam racji. Zamknął mi tym sposobem buzię. Odciął od wszelkich argumentów. Aż nieprzyzwoicie! Tak bardzo w to nie wierzyłam, że ciągle zastanawiam się czy to aby mi się nie śni. Może zaraz się obudzę, z takim bezgranicznym niedosytem i smutkiem? A tak bardzo budzić się nie chce.
Pytanie tylko kto? Kto ma tak dobry słuch, żeby słyszeć moje myśli? O słowach nawet nie wspomnę. Czasem wątpię, że ktokolwiek mnie słucha. W zasadzie bez różnicy co i kto słyszał, istotny powinien być efekt. W tym przypadku pozytywny. Bardzo pozytywny. Nie mogę powiedzieć, że nadzwyczajnie, chociaż nie ukrywam, kusi mnie to, ale byłoby to trochę nadużycie. Czy nadużycie to coś złego? To trochę jak wejście w promienie słońca po stuleciach w ciemności. Czy można się dziwić towarzyszącej temu euforii..
Najgorsze jest to parzące uczucie, gdzieś tam w środku i zimne ciarki na plecach. Dawno tak bardzo nie dało o sobie znać. Dawno.
chcesz by inni cię słyszeli...?
OdpowiedzUsuńzacznij od słuchania samej siebie.