Pokochać można za wszystko, a jeszcze bardziej wbrew wszystkiemu. Jednak jeśli zamiast miłości do związku doda się wyrachowanie? Tak właściwie w każdej miłości, niezależnie od jej rodzaju, występuje jakiś procent wyrachowania, ale co jeśli jest on dominujący? Do czego taka sytuacja prowadzi?
Zastanawiam się po prostu czy miłość bez wyrachowania i kłamstw w ogóle istnieje? Ta, optymizm mnie opuścił, bo dotarło do mnie, że w tym całym kochaniu zawsze ktoś jest okłamywany, jak nie my, to ta nasza 'druga połówka' albo też osoby trzecie, które na to najmniej zasługują a najbardziej dostają po dupie. No i oczywiście moja kochana ironia też się tutaj chowa, bo podjęte przeze mnie najlepsze i najszlachetniejsze decyzje paradoksalnie wbijają mi gwoździe do trumny. Niby mi to nie przeszkadza, ale powoli.. powoli.. zaczynam się zastanawiać czy stuprocentowi egoiści nie mają w gruncie rzeczy lepiej?
Wiem, że każdy ma w sobie małego egoistę i narcyza. Doskonale o tym wiem, tylko zastanawiam się pod czyim wpływem te istotki rosną i nabierają takiej mocy sprawczej. Czym się żywią?
(zawsze jak opuszcza mnie optymizm zaczynam tutaj pisać)
Miłość bez wyrachowania nie może istnieć.. i wcale nie musi mieć to negatywnego oddźwięku. Tak po prostu jest. Wyrachowanie to, to nic innego jak porcja niewinnego egoizmu znacząca mniej więcej tyle co : "chce być dla kogoś ważnym, chce mieć sie za kim schować.... nie znam prawdziwego sensu życia więc chce by moje życie byłe sensem dla kogoś innego". Egoizm jest ważny .. bo jest fundamentem instyktu samozachowawczego. Pierwotni spieprzali w chwili zagrożenia na drzewo .. zostawiając starców chorych i dzieci. Czy można mieć im to zazłe... wkońcu podtrzymali gatunek aż do obecnych czasów. Dbanie o swój tyłek jest konieczne.. bzdurą jest wmawianie że altruizm to najwyższa forma zachowania i podejścia do życia. A kłamstwa...też nie muszą ... mieć zawsze negatywnego znaczenia. Kłamstwo w gruncie rzeczy jest niezbędne. Będąc z kimś zakładamy że oddajemy swoje życie na stos życia wspólnego - tak zawsze jest w domniemaniu... a to po prostu bzdura. Od tysiącleci żyjemy w idealistycznych definicjach miłości. Miłość to idealistyczny termin opisujący potrzeby seksualności... potrzeby bezpieczeństwa... potrzeby zabezpieczenia materialnego ... . Miłośc to termin uatrakcyjniający ukryte potrzeby które mamy zamiar zaspokoić w drugiej osobie. Tak więc myśle że problemem nie jest MIłość.. bo ona znaczy zawsze to samo - jest to naprawde szerokie pojęcie. Problemem jest zrównoważenie tych potrzeb które się za nią kryją. Kłamstwo ... to próba przesłonięcia jakiś tam potrzeb o których nie potrafimy rozmawiać - zwykle potrzeb przerośnietych .. potrzeb priorytetowych.
OdpowiedzUsuńWniosek ... bedąc okłamywnymi w związku .. możliwe że jesteśmy jedną z głównych przyczyn powstawania tych kłamstw. Zamiast rozczulać się nad tym że bliska osoba nas okłamuje .. może należy spróbować zapytać o sedno sprawy .. czyli o potrzeby których nie potrafimy zrealizować na rzecz uchoch(anego-anej).
Optymizm wróci... jeżeli uświadomisz sobie że autor tego komentarza także Cię kocha pomimo iż kilkukrotnie Cię... okłamał.Dla twojego dobra...albo dla dobra własnego. Nie istotne.
Zapewne to wyznanie może być nadal dla Ciebie nieogarnięte - tym bardziej dla czytających z zewnątrz. Nie istotne. Ono właśnie jest istotą pojęcia Miłość. niby to samo słowo którego użył autor tego komentarza w twoim kierunku słyszysz od kogoś innego.. wiesz że znaczy ono zupełnie co innego ... a jednak ... czujesz że obydwa wyznania mogą być absolutnie prawdziwe...
to jest zagadka prawda.
Nie przejmuj się kłamstwem.. egoizmem.
Postaraj się przejąć tym jakimi sposobami dławić egoizm i kłamstwa skierowane w twoim kierunku do poziomu bezpiecznego . bo wyeliminowanie ich jest niemożliwe.... i niewskazane.\\
(zawsze ogarnia mnie większy optymizm kiedy zaczynasz tutaj pisać)
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń