Na wiele rzeczy nie mam wpływu, chociaż bardzo bym chciała. Tak samo jak nie można cofnąć wcześniejszych decyzji, działań. Własnych działań, które na daną chwilę wydają się najbardziej odpowiednie. Dopiero w świetle innych wydarzeń okazuje się jak bardzo nasze wybory były trafne. Czasem potrzeba na to zaledwie kilku dni, a czasem kilku długich lat. A wnioski wcale nie są pozytywne, szczerze mówiąc nie są też obiektywne. Są po prostu własne. I potrafią bardzo wpłynąć na życie codzienne.
Nie wierzę w szczęśliwe zakończenia, bo co to właściwie jest? Z jakiej perspektywy to oceniać.. i ile czasu odczekać, żeby wystarczająco wygładzić krawędzie? Tak naprawdę każde zakończenie jest i dobre i złe jednocześnie, wszystko zależy od perspektywy. WSZYSTKO.
Na to co mam i mogę mieć też patrzę z określonej perspektywy, która
wcale nie jest dobra, jest po prostu moja. I nie oznacza to, że ją lubię
czy akceptuję. Wręcz przeciwnie, cały czas się buntuję przeciwko niej,
ale niestety nadal jest silniejsza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz