Boję się jej. Uskrzydla i podcina skrzydła jednocześnie, unosi i wbija w ziemię. Uzależnia jak narkotyk, zmienia psychikę, wpływa na myśli. Obezwładnia. Zajmuje tak dużo miejsca, że brakuje go dla innych. Dwie skrajności w jednym, wybuchowa mieszanka, nawet jak dla mnie. Bomba z opóźnionym zapłonem, bo to, że wybuchnie wiadomo na pewno, pytanie tylko kiedy. I kolejne pytanie, gdzie w tym wszystkim jestem ja? Powinno mi siebie brakować?
I udajesz, że wszystko wiesz, że nic Cię nie zaskoczy. Nawet zaczynasz w to wierzyć, bo tak jest przecież łatwiej. Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. I powtarzasz tą swoją prawdę tyle razy, ile razy masz o jedną chwilę za dużo żeby pomyśleć. Kiedy myśli nie idą w tym kierunku w którym chcesz, tylko w tym w który same chcą.
Jak noc i dzień, razem, na przemian.
Jak księżyc, który wygląda jak słońce.
"Twoja podświadomość jest tak popierdolona, że
lepiej jak ją schowasz. "
ALE JAK?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz